Polska przez niemal trzy dekady III RP zaostrzała prawo narkotykowe, plasując się wśród najbardziej restrykcyjnych państw Unii Europejskiej. Pierwsza realna liberalizacja, dostęp do medycznej marihuany, przyszła dopiero w 2017 roku. Ta historia nie jest linią prostą: zaczyna się od dekryminalizacji posiadania w 1985 roku, prowadzi przez jej zniesienie u progu nowego stulecia i kończy w miejscu, gdzie chorzy kupują susz konopny w aptece, a rynkiem rządzą zagraniczne koncerny.

Jak zmieniała się ustawa

Punktem wyjścia jest rzecz, która dziś brzmi zaskakująco: do 1997 roku posiadanie narkotyków w Polsce nie było przestępstwem. Ustawa z 31 stycznia 1985 roku o zapobieganiu narkomanii opierała się na podejściu profilaktyczno-leczniczym, a represja karna miała dotyczyć podaży, nie konsumentów. Jak opisuje Krajewski (2013), nabywanie i posiadanie środków, także w dużych ilościach, pozostawało poza zakresem odpowiedzialności karnej.

To nie znaczyło, że narkotyki były legalne. Posiadanie wbrew ustawie było nielegalne administracyjnie, a środki podlegały przepadkowi. Medialny skrót z lat 90., że „w Polsce wolno było mieć narkotyki", to nieporozumienie: posiadanie po prostu nie było karalne. Różnica jest istotna dla zrozumienia kolejnych zmian, bo każda z nich przesuwała granicę między tym, co nielegalne, a tym, co karalne.

Po 1990 roku obraz się zmienił. Rozrósł się czarny rynek, Polska stała się producentem amfetaminy i krajem tranzytowym, a ustawę z 1985 roku zaczęto krytykować jako zbyt liberalną. Najgłośniej domagała się zmian policja: skoro handlu trudno dowieść, bo trzeba złapać sprawcę na gorącym uczynku, a posiadanie łatwo, bo wystarczy znaleźć środek przy zatrzymanym, kryminalizacja posiadania stawała się wygodnym narzędziem.

Ustawa z 24 kwietnia 1997 roku o przeciwdziałaniu narkomanii wprowadziła kryminalizację posiadania (art. 48), ale z wyjątkiem. Artykuł 48 ust. 4 stanowił, że sprawca posiadający na własny użytek „nieznaczne ilości" nie podlega karze. Nie była to pełna dekryminalizacja, lecz depenalizacja drobnego posiadania: czyn pozostawał zabroniony, ale wyłączono jego karalność. Problem leżał w tym, że ustawa nie zdefiniowała „nieznacznej ilości". Krajewski nazywa tę elastyczność „przeklętym darem wolności", bo policja i prokuratura miały zasadnicze trudności z oceną, gdzie leży granica.

Wyjątek nie przetrwał nawet pełnych trzech lat. Już w czerwcu 1998 roku, niespełna rok po wejściu ustawy w życie, wpłynął poselski projekt jej zmiany, którego kluczowym elementem było skreślenie art. 48 ust. 4. Uzasadnienie odwoływało się wprost do argumentu policyjnego:

„Z doświadczenia policyjnego wynika, że dealerzy rozprowadzający środki odurzające często posiadają przy sobie tylko niewielkie ilości (...) zapis art. 48 ust. 4 nie ułatwia walki z handlarzami i dealerami."

Nowelizacja z 26 października 2000 roku skreśliła ten ustęp, a od 12 grudnia 2000 roku karalna stała się każda ilość posiadanych narkotyków.

Skutek był odwrotny do deklarowanego celu. Krajewski określa tę zmianę jako „typowy przypadek wylewania dziecka z kąpielą": cenę zapłacili użytkownicy, a walka z handlem niewiele zyskała. Najłatwiejszym celem działań policyjnych stali się drobni konsumenci, co badacz nazywa „wielkim polowaniem na płotki". Politycy reklamowali tymczasem kryminalizację posiadania jako „maczugę na handlarzy".

Ustawa z 29 lipca 2005 roku, obowiązująca do dziś, zastąpiła akt z 1997 roku, ale nie zmieniła zasad odpowiedzialności za posiadanie. Utrzymała pełną kryminalizację z 2000 roku: posiadanie reguluje art. 62, zagrożone karą do 3 lat, a w wypadku znacznej ilości surowiej. Rozbudowano instytucje typu „leczyć zamiast karać", lecz w praktyce pozostawały one w dużej mierze martwe, m.in. przez wymóg wcześniejszej niekaralności przy warunkowym umorzeniu po leczeniu.

Element uznaniowy wrócił dopiero z nowelizacją z 1 kwietnia 2011 roku, która od 9 grudnia 2011 roku dodała art. 62a. Przepis pozwala umorzyć postępowanie, także przed jego formalnym wszczęciem, gdy przedmiotem czynu są środki „w ilości nieznacznej, przeznaczone na własny użytek sprawcy", a orzeczenie kary byłoby niecelowe ze względu na okoliczności czynu i stopień jego społecznej szkodliwości. Nie była to depenalizacja: posiadanie pozostało przestępstwem, a o umorzeniu decyduje prokurator lub sąd.

Data Akt Opis Kierunek Rząd
1985 Ustawa o zapobieganiu narkomanii
(Dz.U. 1985 nr 4 poz. 15)
Posiadanie niekaralne nawet w dużych ilościach; represja wyłącznie wobec podaży. Liberalizacja PRL — PZPR
Zbigniew Messner
24.04.1997 (14.10.1997) Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii
(Dz.U. 1997 nr 75 poz. 468)
Kryminalizacja posiadania; art. 48 ust. 4 wyłącza karalność „nieznacznych ilości" na własny użytek. Zaostrzenie z furtką AWS–PSL
Jerzy Buzek
26.10.2000 (12.12.2000) Nowelizacja
(Dz.U. 2000 nr 103 poz. 1097)
Skreślenie art. 48 ust. 4; karalna każda ilość posiadanych narkotyków. Zaostrzenie AWS–PSL
Jerzy Buzek
29.07.2005 (4.10.2005) Nowa ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii
(Dz.U. 2005 nr 179 poz. 1485)
Pełna kryminalizacja utrzymana; posiadanie przeniesione do art. 62. Status quo SLD–UP–PSL
Marek Belka
1.04.2011 (9.12.2011) Nowelizacja
(Dz.U. 2011 nr 117 poz. 678)
Art. 62a: możliwość umorzenia przy nieznacznej ilości przeznaczonej na własny użytek. Częściowa liberalizacja PO–PSL
Donald Tusk
7.07.2017 (1.11.2017) Nowelizacja — medyczna marihuana
(Dz.U. 2017 poz. 1458)
Art. 33a–33d: ziele konopi innych niż włókniste jako surowiec farmaceutyczny do leków recepturowych. Liberalizacja (medyczna) PiS
Beata Szydło
Oś czasu polskiego prawa narkotykowego od 1985 do 2025: dekryminalizacja posiadania w 1985, kryminalizacja z wyjątkiem w 1997, zniesienie wyjątku w 2000, uznaniowe umorzenie z art. 62a w 2011, medyczna marihuana w 2017
Cztery dekady prawa narkotykowego.

Jak czytała to policja i co mówili politycy

Spór o „nieznaczną ilość" był sporem o praktykę, nie o teorię. Brak definicji oznaczał, że to funkcjonariusz na ulicy i prokurator w referacie rozstrzygali, czy znaleziona porcja jest „nieznaczna". Rozbieżność była nieunikniona, a kierunek interpretacji łatwy do przewidzenia: ścigano tego, kogo łatwo było zatrzymać. Konsekwencją kryminalizacji każdej ilości po 2000 roku stało się to, że statystyki zapełniali drobni użytkownicy, a nie zorganizowani handlarze.

Rozróżnienie, które tu działa, bywa mylone, a jest kluczowe dla zrozumienia całej historii. Inną rzeczą jest stan, w którym czyn w ogóle nie jest przestępstwem, inną, gdy jest zabroniony, lecz wyłączono jego karalność, a jeszcze inną, gdy jest karalny, ale postępowanie wolno umorzyć.

Stan prawny Czyn Karalność Przykład
Dekryminalizacja nie jest przestępstwem posiadanie przed 1997
Depenalizacja zabroniony wyłączona art. 48 ust. 4 z 1997
Uznaniowe umorzenie karalny prokurator/sąd może umorzyć art. 62a z 2011

Retoryka polityczna nadążała za prawem, a często je wyprzedzała. Marihuana stała się symbolicznym frontem „wojny z narkotykami". Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z czerwca 2007 roku, będąca odpowiedzią na pytanie dziennikarza o nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, weszła do obiegu jako skrót tej epoki:

„Na pewno trzeba walczyć z marihuaną. Ale czy marihuana jest z konopi? Chyba nie…"

Po drugiej stronie sporu pojawiały się głosy o nieproporcjonalności represji. Aleksander Kwaśniewski, komentując pomysł złagodzenia karania za posiadanie, ujął rzecz tak:

„Banalne dla naukowców stwierdzenie, że skręt jest mniej groźny od wódki, to dla wielu Polaków trudna do przyjęcia rewelacja."

Krytyka płynęła też ze środowiska naukowego. Krajewski wskazywał na rozwiązanie czeskie, gdzie posiadanie traktowane jest jak wykroczenie, jako kierunek upraszczający praktykę i zbliżający Polskę do realiów Europy Zachodniej. Argument powracał później w debacie o „tabeli wartości granicznych", czyli próbie nadania „nieznacznej ilości" wagowego progu, którego ustawa nigdy nie określiła.

Legalizacja medycznej marihuany: dlaczego PiS był przeciw, a potem ją przeprowadził

Pierwsze próby dopuszczenia konopi do lecznictwa rozbijały się o bierność kolejnych ministrów zdrowia. Reportaż Krawczyka (2017) przypomina, że Bartosz Arłukowicz z PO „przez lata bał się podjąć jakichkolwiek kroków", choć ataki padaczki u pacjentów były wtedy tak samo silne jak później. Twarzą równoległej fali nacisku był Tomasz Kalita, były rzecznik SLD, u którego w 2016 roku zdiagnozowano glejaka mózgu i który walczył o dostęp do oleju z marihuany. Kalita zmarł 16 stycznia 2017 roku, a wokół jego sprawy zawiązała się tak zwana „ustawa Kality".

Inicjatywę przejął ostatecznie projekt zgłoszony w lutym 2016 roku przez Piotra Liroya-Marca z Kukiz'15 i Koalicję Medycznej Marihuany. W tym samym czasie działała Dorota Gudaniec, matka Maksa leczonego konopiami na ciężką padaczkę, nazywana „matką medycznej marihuany". Projekt przepracowano w Komisji Zdrowia przez około półtora roku i, jak ujął to reportaż, „z oryginału został kadłubek".

Paradoks PiS polega na tym, że resort zdrowia i kierownictwo partii mówiły dwoma głosami. Minister Konstanty Radziwiłł blokował i straszył:

„Marihuana jest środkiem niebezpiecznym i nie może być mowy, aby była udostępniona na takich zasadach, jak witamina C. Nie może być tak, bo będziemy zbierać dramatyczne żniwo."

Tymczasem rzeczniczka klubu Beata Mazurek deklarowała, że PiS:

„opowiada się za tym, aby lecznicza marihuana była dostępna na receptę w aptekach"

a premier Beata Szydło odsyłała rozstrzygnięcie do ekspertów. Tę zmianę nastawienia kierownictwa, według reportażu z głosowania, w dużej mierze wymusiły osobiste spotkania Doroty Gudaniec z prezesem PiS. Kosztem była treść ustawy: zniknęły zapisy o krajowej uprawie, bo obawiano się „wycieku" surowca na rynek rekreacyjny.

Sejm uchwalił projekt 22 czerwca 2017 roku stosunkiem głosów 440 za, 2 przeciw (Zbigniew Ziobro i Beata Kempa) i 1 wstrzymującym się. Ustawę z 7 lipca 2017 roku podpisał prezydent, a przepisy weszły w życie 1 listopada 2017 roku. Nowela dodała do ustawy z 2005 roku art. 33a–33d, których sedno sprowadza się do jednego:

„ziele konopi innych niż włókniste oraz wyciągi z nich mogą stanowić surowiec farmaceutyczny do leków recepturowych po uzyskaniu pozwolenia Prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych."

Dwa ograniczenia zaważyły na praktyce: brak możliwości uprawy w Polsce, czyli konieczność importu, oraz wyłączenie tych leków z refundacji.

Przez pierwszy rok prawo pozostawało w dużej mierze martwe. Realna dostawa do aptek na receptę pojawiła się dopiero 17 stycznia 2019 roku. Surowca brakowało, ceny były wysokie, a restrykcyjne rozporządzenie wykonawcze dodatkowo ograniczało praktykę. Liroy-Marzec zarzucał ministrowi zdrowia, że:

„Łamie konstytucję, bo najzwyczajniej w świecie nie dba o prawa pacjentów."

Co było dalej: rynek z importu, na którym zarabia zagranica

Od 2019 roku rynek rósł wykładniczo, lecz struktura wyznaczona kompromisem z 2017 roku nie zmieniła się. Polska nie uprawia medycznej marihuany, więc cały surowiec pochodzi z importu, a udział krajowych firm ogranicza się do hurtu i przepakowania. Zbigniew Pisarski, założyciel CanPoland, mówił o tym wprost:

„W ten sposób kosztem rodzimych rolników dajemy zarobić farmerom z zagranicy."

Skala wzrostu jest uderzająca. Według danych zebranych przez Hemp&Health, import wzrósł z około 14 kg w 2017 roku do 7,8 tony w 2024 roku, przy czym Międzynarodowa Rada ds. Kontroli Środków Odurzających (INCB) wyznaczyła na 2025 rok limit rzędu 20 ton. W samym październiku 2024 roku, według danych PEX cytowanych przez Rynek Zdrowia, Polacy wydali na medyczną marihuanę 42,6 mln zł, więcej niż przez cały 2022 rok. Przy ekstrapolacji na pełny rok 2024 daje to około 500 mln zł — mniej niż 1% wartości rynku alkoholowego.

Dla porównania: według danych NielsenIQ Polacy wydali w 2024 roku na alkohol około 50,3 mld zł. Najwięcej poszło na piwo — ok. 22,9 mld zł, na wódkę ok. 16,9 mld zł, a na wino ok. 4,6 mld zł. Medyczna marihuana to na tym tle rynek kilkadziesiąt razy mniejszy.

Kategoria Wartość sprzedaży (2024) Uwagi
Piwo ~22,9 mld zł największa kategoria wolumenowo
Wódka ~16,9 mld zł druga kategoria pod względem wartości
Wino ~4,6 mld zł dane NielsenIQ za 2024
Medyczna marihuana ~0,5 mld zł szacunek na podstawie danych PEX za październik 2024
Rok Import suszu Kontekst
2017 ~14 kg tylko import docelowy, zgoda MZ i recepta indywidualna
2020 >250 kg rośnie liczba przepisujących lekarzy
2021 ~1 000 kg czterokrotny wzrost rok do roku
2022 ~1 650 kg pełna zależność od importu
2023 ~2,6–4,5 tony dane źródeł się rozchodzą
2024 ~7,8 tony +73% rok do roku; limit INCB ~11,3 tony
2025 limit ~20 ton (prognoza) niemal podwojenie pułapu
Wykres słupkowy importu medycznej marihuany do Polski: 14 kg w 2017, 250 kg w 2020, około 1000 kg w 2021, 1650 kg w 2022, około 2,6 tony w 2023, 7,8 tony w 2024, limit importowy 20 ton na 2025
Import medycznej marihuany do Polski, 2017–2024.

Brak krajowej produkcji oznacza, że na najbardziej dochodowym etapie — produkcji surowca — zarabiają koncerny zagraniczne. Dostawcami suszu do polskich aptek są przede wszystkim firmy kanadyjskie i niemieckie:

Firma Kraj Marka w Polsce
Aurora Cannabis Kanada (oddział Aurora Deutschland GmbH) Aurora
Canopy Growth Kanada Spectrum Therapeutics
Tilray Medical Kanada Tilray / Synoptis Pharma
Four20Pharma (Curaleaf) Niemcy Four20Pharma
S-Lab Polska (susz importowany) S-Lab

Najbardziej widoczna jest konsolidacja w rękach amerykańskiego Curaleaf. 6 lutego 2024 roku Curaleaf International przejął Can4Med, jedną z czołowych polskich hurtowni farmaceutycznych medycznej marihuany, założoną przez Maximiliana Weinberga. Ponieważ Curaleaf kontroluje równocześnie niemieckiego producenta Four20Pharma, ten sam podmiot łączy wytwarzanie surowca i hurtową dystrybucję w Polsce. Na tym tle CanPoland, opisywany jako pierwsza firma z polskim kapitałem w tej branży, pozostaje graczem mniejszościowym. Jej założyciel jest jednocześnie prezesem Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Schemat łańcucha dostaw medycznej marihuany w Polsce: import surowca od zagranicznych producentów, hurtownia farmaceutyczna gdzie przepakowanie liczy się jako wytwarzanie, apteka gdzie powstaje lek recepturowy. Curaleaf kontroluje producenta Four20Pharma i polską hurtownię Can4Med.
Łańcuch dostaw medycznej marihuany w Polsce.

Równolegle wraca pytanie o posiadanie rekreacyjne. We wrześniu 2024 roku w Sejmie powołano Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany pod kierownictwem Ryszarda Petru (Polska 2050) i Klaudii Jachiry (KO). W lipcu 2025 roku projekt — depenalizacja posiadania do 15 gramów i uprawy jednej rośliny — był gotowy do złożenia. Poseł Marcin Józefaciuk tłumaczył cel projektu dziennikarzom RMF FM:

„Depenalizacja to jest oszczędność dla budżetu, bo to oszczędność związana m.in. z procesami sądowymi czy miejscami w więzieniach. W tym momencie osoby, które posiadają niewielką ilość suszu, są karane. Gdy to się zmieni, sędziowie i adwokaci będą mogli zająć się zupełnie innymi sprawami."

Projekt zderzył się ze ścianą po stronie rządowej. W sierpniu 2025 roku Ministerstwo Sprawiedliwości, w odpowiedzi na dezyderat nr 74 Komisji ds. Petycji, zajęło jednoznaczne stanowisko:

„Obowiązujące obecnie przepisy ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii służą ograniczeniu rozprzestrzeniania się narkotyków wśród młodzieży i dorosłych. Przykłady innych krajów wskazują, że legalizacja narkotyków, choćby w niepełnym zakresie, może prowadzić do wzrostu liczby uzależnień oraz problemów zdrowotnych i społecznych."

W grudniu 2025 roku Parlamentarny Zespół zawiesił prace, powołując się na brak konsensusu w koalicji. Kontrastuje to z wypowiedzią Donalda Tuska ze spotkania wyborczego w 2023 roku:

„Ciągle mnie pytają o legalizację marihuany. Może po prostu zdecydować się, żeby nie było penalizacji, żeby nie było więzienia, żeby rozsądnie na to patrzeć, jak ktoś ma jointa, żeby nie robić z tego jakiejś wielkiej afery."

W marcu 2026 roku projekt wrócił jako inicjatywa Klubu Poselskiego Centrum (Petru, Hennig-Kloska). Konsultacje publiczne zebrały 22 561 ankiet — najwięcej w historii sejmowych konsultacji online (poprzedni rekord wynosił 20 868), przy czym przyjęcie ustawy poparło 94,9% uczestników.

Wraz z projektem powrócił spór o tabelę wartości granicznych: próbę nadania „nieznacznej ilości" konkretnego progu wagowego. Pod koniec 2025 roku Minister Sprawiedliwości zlecił Instytutowi Wymiaru Sprawiedliwości zebranie danych pod tę tabelę. To ta sama nierozstrzygnięta od 1997 roku kwestia, której brak przez prawie trzy dekady pozostawiał rozstrzygnięcie w rękach pojedynczego policjanta i prokuratora.

Czego ta historia nie rozstrzyga

Trzy kwestie pozostają otwarte. Po pierwsze, dane o skali represji są rozproszone: brak spójnej, publicznej statystyki pokazującej, jaki odsetek spraw o posiadanie dotyczy drobnych użytkowników i jak często stosowany jest art. 62a, choć raporty organizacji pozarządowych i instytutów badawczych dają fragmentaryczny obraz. Po drugie, rozbieżności w danych o imporcie (zwłaszcza za 2023 rok) pokazują, że rynek medyczny nie jest jeszcze przejrzyście monitorowany. Po trzecie, kompromis z 2017 roku, w którym Polska zalegalizowała terapię, ale zablokowała krajową produkcję, do dziś określa, kto na tym rynku zarabia, i nie został przełamany mimo zapowiedzi ewaluacji ustawy po jej wejściu w życie.