Ann Shulgin (1931–2022)

Ann Shulgin (1931–2022) była terapeutką i pisarką, która jako jedna z pierwszych prowadziła sesje psychoterapeutyczne z MDMA i 2C-B, gdy substancje te były jeszcze legalne. Szerszej publiczności znana jest przede wszystkim jako współautorka PiHKAL i TiHKAL, ale jej własny dorobek to osobna, wyrazista perspektywa: psychodeliki widziane oczami praktykującej terapeutki, a nie chemika.

Życie

Urodziła się jako Laura Ann Gotlieb 22 marca 1931 roku w Wellington w Nowej Zelandii, jako córka Bernarda Gotlieba i Gwen Ormiston. Dorastała w Opicinie pod Triestem, gdzie jej ojciec pracował jako konsul USA przez sześć lat przed II wojną. W dzieciństwie mieszkała też w Stanach Zjednoczonych, na Kubie i w Kanadzie.

Studiowała sztukę i przez pewien czas pracowała jako artystka. Z trzech wcześniejszych małżeństw, zakończonych rozwodami, miała czworo dzieci. Po latach wróciła do pracy jako transkryptorka medyczna i właśnie wtedy, w 1978 roku, poznała chemika Alexandra Shulgina. Pobrali się 4 lipca 1981 roku w ogrodzie swojej posesji w Lafayette w Kalifornii i pozostali razem aż do jego śmierci w 2014 roku.

Ann zmarła 9 lipca 2022 roku w tym samym domu w rejonie Zatoki San Francisco, w wieku 91 lat; bezpośrednią przyczyną była przewlekła obturacyjna choroba płuc. Do końca życia była częstą prelegentką na konferencjach i rzeczniczką terapeutycznego użycia psychodelików; do 2022 roku pozostawała też jedną z trojga współwłaścicieli firmy Mindstate Design Labs.

Praca terapeutyczna

Ann Shulgin na przyjęciu z okazji podpisywania The Shulgin Index, 2011

Najważniejszym wątkiem jej działalności była praca jako terapeutka bez formalnego wykształcenia klinicznego (lay therapist). W latach, gdy MDMA i 2C-B były jeszcze legalne, prowadziła z nimi sesje, traktując substancje jako narzędzie pogłębiania pracy z pacjentem, a nie cel sam w sobie. Po delegalizacji MDMA w 1985 roku straciła ten warsztat, co opisywała jako stratę dla psychoterapii.

Potencjał tych substancji ujmowała w języku psychoanalizy jungowskiej oraz w połączeniu z hipnoterapią. Interesował ją zwłaszcza kontakt z trudnymi, wypieranymi częściami psychiki, które nazywała w nawiązaniu do Junga „cieniem". Psychodelik miał w tym ujęciu obniżać mechanizmy obronne na tyle, by pacjent mógł zobaczyć i przyjąć to, przed czym broni się na co dzień.

PiHKAL, TiHKAL i skala Shulgina

Okładka książki PiHKAL — Alexander i Ann Shulgin
Okładka książki TiHKAL — Alexander i Ann Shulgin

Wspólnie z mężem napisała dwie najgłośniejsze książki o psychodelikach: PiHKAL (1991, podtytuł „A Chemical Love Story") i TiHKAL (1997, „The Continuation"). Obie mają budowę dwuczęściową: powieściowo-autobiograficzna część pierwsza oraz część druga z opisami związków i syntez. Wkład Ann to przede wszystkim warstwa narracyjna i opis działania substancji od strony przeżycia, nie chemii.

Para opracowała też skalę Shulgina: słownik opisujący doznania wzrokowe, słuchowe i cielesne oraz ich nasilenie, od ledwo wyczuwalnego (plus) po pełne działanie (plus trzy). Ann współtworzyła również rozdział „A New Vocabulary" w tomie Entheogens and the Future of Religion i dokładała teksty do kilku innych książek o psychodelikach.

Własne doświadczenie i 2C-B-FLY

Ann deklarowała ponad 2000 własnych doświadczeń psychodelicznych; sama mówiła, że liczenie skończyli „gdzieś przy dwóch tysiącach". Za ulubioną substancję uważała 2C-B-FLY, cenioną przede wszystkim za walory erotyczne.

Z tą fascynacją wiąże się jej własna trzeźwa uwaga o nieprzenośności indywidualnych reakcji na psychodeliki. Gdy publicznie chwaliła 2C-B-FLY, w sieci wzrosło zainteresowanie związkiem, po czym okazało się, że dla większości innych osób jest on rozczarowaniem.

Powiedziałam zbyt często, że coś o nazwie 2C-B-FLY jest dla mnie absolutnie wspaniałe... A okazało się, że dla nikogo innego nie jest interesujące.

Wniosek formułowała wprost: deklaracja ulubionego psychodeliku jednej osoby jest „prawie bez znaczenia" dla innych, bo każdy musi ostrożnie znaleźć własnych sprzymierzeńców.

Jej tezy o psychodelikach: wywiad dla MAPS

Najpełniej własne poglądy Ann wyłożyła w rozmowie, którą wraz z Sashą przeprowadzili z nimi Jon Hanna i Sylvia Thyssen dla biuletynu MAPS (numer wiosenny 2002 „Sex, Spirit & Psychedelics", vol. 12 nr 1). Tytuł oryginału zapowiada dwa wątki: duchowość i seks. To w tych dwóch obszarach Ann mówi najwięcej i najostrzej, a kilka jej zdań stało się później cytatami obiegowymi.

„Love drug, nie sex drug"

Najgłośniejsza teza rozmowy należy do Ann i dotyczy MDMA. Pojawia się jako odpowiedź na potoczny obraz substancji jako club drug: czegoś, co dosypuje się komuś do drinka, żeby stracił kontrolę. Ann odrzuca tę narrację w całości.

MDMA to „love drug", ale nie „sex drug" w tym sensie, w jakim większość ludzi myśli o seksie.

W jej ujęciu substancja otwiera na czułość i bliskość, ale nie „załatwia" seksu w potocznym rozumieniu. Seks pod MDMA wymaga według niej wysiłku, a często lepiej go po prostu odłożyć.

To naprawdę wymaga wysiłku. Zostaw seks na inną okazję.

Jon Hanna nie zgadza się w całości i odpowiada z perspektywy użytkownika: bliskość przy MDMA jest, tylko trzeba nad nią pracować. Ann nie podważa tego, lecz przesuwa akcent z fizjologii na kontakt: wartością jest bliskość, nie wydajność.

Pożądanie a sprawność

Drugi wątek prowadzony przez Ann to rozjazd między pożądaniem a sprawnością seksualną. Mówi o nim wprost w kontekście starzenia: u mężczyzny po pewnym wieku wzwody są trudniej dostępne, ale nie oznacza to braku seksu ani tym bardziej orgazmu.

Pełny wzwód nie jest konieczny, żeby osiągnąć orgazm.

Zwraca uwagę, że kultura uczy widzieć we wzwodzie „męski symbol", przez co starsi mężczyźni rezygnują z bliskości w ogóle. Sama odwraca to założenie: po siedemdziesiątce, jak mówi, mają z Sashą „toczące się życie seksualne", bo nie utożsamiają seksu z jednym scenariuszem fizjologicznym. To ten sam tok myślenia, co przy „love drug": liczy się kontakt, nie sprawność.

Rozhamowanie i „odpuszczenie"

Wspólnego mianownika działania psychodelików Ann nie szuka we wzroście popędu, lecz w rozluźnieniu i zniesieniu zahamowań: spadku napięcia i nadmiernej kontroli intelektu.

Tym, na co większość ludzi reaguje, jest rozluźniające i odhamowujące działanie wielu psychodelików... ten mechanizm „odpuszczenia".

W tym ujęciu „odpuszczenie" (let go) jest rdzeniem doświadczenia psychodelicznego w ogóle, nie tylko jego seksualnego wymiaru. To samo zniesienie napięcia, które otwiera na bliskość, leży u podstaw całego doznania. Ann nie traktuje więc seksu jako osobnej „funkcji" substancji, lecz jako jedno z możliwych ujść tego samego rozluźnienia.

Seks i duchowość

Świątynia w Khajuraho — erotyczne płaskorzeźby
Khajuraho, Indie — świątynie z X–XI w. pokryte płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny seksualne.
Khajuraho — płaskorzeźby ze scenami erotycznymi

Drugą oś rozmowy, zapowiedzianą w tytule, Ann łączy w jedno. Nawiązuje do indyjskich świątyń pokrytych wyobrażeniami pozycji seksualnych jako jednej z dróg do „boskiej głowy" (god-head) i stawia tezę, że przy odpowiednich warunkach obu wymiarów nie da się od siebie oddzielić.

Nie da się tak naprawdę oddzielić seksualnego od duchowego, bo jeśli trafisz we właściwą przestrzeń z właściwą osobą i otworzysz właściwe rzeczy, to jedno i to samo.

W jej ujęciu ten sam akt „odpuszczenia" prowadzi zarówno do bliskości z drugą osobą, jak i do doświadczenia, które nazwałaby duchowym. Seks i mistyka nie są konkurencyjnymi zastosowaniami substancji, lecz dwoma wyjściami z tej samej bramy.

Granicą jest dawka, nie substancja

Pytana o to, które związki dają się pogodzić z bliskością, Ann nie wskazuje jednej „seksualnej" substancji. Przenosi ciężar na dawkę.

2C-B i, dla większości ludzi, LSD. Ale trzeba znaleźć właściwą dawkę, inaczej „odlatuje się" za daleko.

Jest bardzo niewiele psychodelików, na których nie da się kochać, jeśli znajdzie się właściwą dawkę.

Logika jest tu spójna z resztą jej wypowiedzi: zbyt wysoka dawka przenosi w stronę dezorientacji, a nie bliskości. Pole, w którym substancja sprzyja seksowi, jest węższe niż samo jej działanie psychodeliczne. Ketamina jest dla niej tego przykładem: zna pary, którym sprzyja bliskości, ale tylko przy niskich dawkach, bo gdy znika kontakt z ciałem, znika też sens seksu. Na pytanie „czy to jest seksualna substancja?" jej odpowiedź brzmi więc zawsze tak samo: zależy, i to od dawki, wieku, partnera i sytuacji.

To zapis rozmowy, nie badania. Tezy Ann Shulgin opierają się na jej własnym doświadczeniu i praktyce terapeutycznej sprzed delegalizacji MDMA, nie na kontrolowanych próbach. Danych klinicznych o wpływie MDMA na funkcje seksualne jest niewiele i mają w większości charakter samoopisowy.