O jakiej pracy mowa

Zespół Matthew Johnsona z Johns Hopkins opublikował w Journal of Psychopharmacology (2014) pilotażowe badanie nad psylocybiną jako elementem programu rzucania palenia. Pomysł, by 5-HT2A-agoniści pomagali w leczeniu uzależnień, sięga lat 50. i 60., kiedy LSD podawano w terapii alkoholizmu. Tamte prace przerwała prawna blokada badań, a te, które zdążyły powstać, rzadko spełniały współczesne standardy metodologiczne. Praca z Hopkins jest próbą wznowienia tego kierunku z nowoczesnym protokołem, tym razem na uzależnieniu od nikotyny, czyli na celu trudnym i wymiernym: status palacza da się zweryfikować biologicznie, a nie tylko z deklaracji.

Badanie jest małe i bez grupy kontrolnej. Mimo to weszło do kanonu, ponieważ uzyskany odsetek rzucenia palenia był nieproporcjonalnie wysoki w stosunku do tego, co osiągają standardowe terapie, a efekt okazał się trwały w obserwacji rozciągniętej na kolejne lata.

Najważniejsze liczby: 15 zdrowych psychicznie, uzależnionych palaczy (śr. 19 papierosów dziennie przez 31 lat, średnio 6 wcześniejszych prób rzucenia). Po pełnym programie 12 z 15 osób (80%) zachowywało potwierdzoną biologicznie abstynencję po 6 miesiącach. W obserwacji długoterminowej (Johnson i wsp., 2017): 67% po 12 miesiącach i 60% przy średnio 30 miesiącach. Typowe terapie dają zwykle poniżej 35%.

Jak zaprojektowano badanie

Był to otwarty pilotaż (open-label): wszyscy uczestnicy wiedzieli, że dostaną psylocybinę, nie było grupy placebo ani losowania. Z 323 osób zgłoszonych telefonicznie zakwalifikowano 15. Kryteria były restrykcyjne: minimum 10 papierosów dziennie, wiele nieudanych prób rzucenia w przeszłości, dobry stan zdrowia somatycznego oraz brak osobistej i rodzinnej historii psychoz i choroby afektywnej dwubiegunowej (wykluczenie przez ustrukturyzowany wywiad SCID). Pięć osób nigdy wcześniej nie miało kontaktu z psychodelikami, pozostałe dziesięć tylko sporadycznie, średnio 27 lat przed badaniem.

Psylocybina nie była podawana samodzielnie, lecz wpleciona w 15-tygodniowy program terapii poznawczo-behawioralnej (CBT) nastawionej na rzucenie palenia. Kluczowy był tu mechanizm psychologiczny: dzień pierwszej sesji wyznaczano jako Target Quit Date, czyli ustaloną z góry datę rzucenia. Cztery tygodnie spotkań przygotowawczych budowały motywację i uczyły technik radzenia sobie z głodem nikotynowym, zanim padła pierwsza dawka.

Sesja Tydzień Dawka psylocybiny Rola w programie
1 5 umiarkowana, 20 mg / 70 kg zbiega się z dniem rzucenia
2 7 wysoka, 30 mg / 70 kg utrwalenie abstynencji
3 (opcjonalna) 13 wysoka, 30 mg / 70 kg wsparcie przy ryzyku nawrotu

Można było powtórzyć dawkę umiarkowaną zamiast wysokiej. Każda sesja przebiegała tak samo: około 8 godzin, uczestnik leżał z opaską na oczach i słuchawkami z muzyką, w obecności dwóch–trzech opiekunów.

Schemat dawek był celowy: wcześniejsze prace Griffithsa i wsp. (2011) pokazały, że dawki 20 i 30 mg / 70 kg częściej wywołują pełne doświadczenie mistyczne, a kolejność rosnąca (od niższej do wyższej) daje trwalszą poprawę nastroju niż malejąca. Druga i trzecia sesja miały przedłużyć tak zwany afterglow, okres podwyższonego nastroju i motywacji po sesji, przez czas największego ryzyka nawrotu. Status palacza weryfikowano nie z deklaracji, lecz dwoma biomarkerami: tlenkiem węgla w wydychanym powietrzu i kotyniną w moczu.

Co dzieje się w mózgu

Psylocybina jest prolekiem przekształcanym w organizmie w psylocynę, agonistę receptora serotoninowego 5-HT2A. To ten sam mechanizm, który odpowiada za działanie LSD i meskaliny. W kontekście uzależnienia nie chodzi jednak o bezpośredni wpływ na układ nagrody czy receptory nikotynowe. Hipoteza autorów jest psychologiczna: pojedyncze, intensywne przeżycie potrafi rozluźnić utrwalone wzorce myślenia i zachowania, w tym automatyzm nałogu, i dać człowiekowi nowy punkt widzenia na własne palenie. Pełnia tego przeżycia, opisywana jako doświadczenie mistyczne (poczucie jedności, sensu, przekroczenia czasu i przestrzeni), jest w tym modelu czynnikiem czynnym, a nie efektem ubocznym.

Co wyszło

Z 15 uczestników 12 (80%) zachowywało potwierdzoną biologicznie abstynencję po 6 miesiącach, w pomiarze siedmiodniowej abstynencji punktowej. Jedenastu z nich rzuciło palenie w wyznaczonym dniu i utrzymało abstynencję przez całe 10 tygodni aktywnego leczenia. Dla porównania, większość terapii behawioralnych i farmakologicznych (nikotynowa terapia zastępcza, wareniklina, bupropion) daje odsetki rzędu kilkunastu do trzydziestu kilku procent.

Efekt nie był chwilowy. W osobnej obserwacji długoterminowej (Johnson i wsp., 2017) wszystkich 15 osób zgłosiło się po 12 miesiącach (abstynencja potwierdzona u 10, czyli 67%), a 12 osób na kontrolę po średnio 30 miesiącach (zakres 16–57), gdzie abstynencję potwierdzono u 9 (60%).

Wykres słupkowy odsetka abstynencji w czasie: 80% po 6 miesiącach, 67% po 12 miesiącach, 60% przy średnio 30 miesiącach, wobec poniżej 35% w typowych terapiach
Odsetek uczestników z abstynencją potwierdzoną biomarkerami, na tle typowej skuteczności standardowych terapii.

W obserwacji długoterminowej 13 z 15 osób (87%) zaliczyło sesje z psylocybiną do pięciu najbardziej znaczących i duchowo doniosłych przeżyć w życiu. W analizach głębia doświadczenia mistycznego podczas sesji korelowała z trwałością abstynencji, co jest powtarzającym się motywem w psychiatrii psychodelicznej: liczy się nie sam fakt przyjęcia substancji, lecz charakter wywołanego przeżycia.

Bezpieczeństwo

W 42 przeprowadzonych sesjach nie wystąpiło żadne poważne zdarzenie niepożądane wymagające interwencji lekarza ani leków ratunkowych. Jak można było oczekiwać przy tych dawkach, u części osób w trakcie sesji pojawiały się silne epizody lęku, strachu przed utratą rozumu lub poczucia uwięzienia: dotyczyły 6 z 15 uczestników (40%) i ustępowały dzięki obecności i wsparciu opiekunów, znikając do końca sesji. Ciśnienie tętnicze i tętno rosły przejściowo (szczyt skurczowego ciśnienia średnio 153 mm Hg wobec 125 mm Hg wyjściowo), bez przypadków wymagających reakcji. Ośmiu z dziesięciu badanych pod tym kątem zgłosiło łagodny ból głowy po sesji, ustępujący w ciągu kilku godzin. Bezpieczeństwo zależało tu wprost od starannej kwalifikacji, kontrolowanego otoczenia i stałej obecności przeszkolonych opiekunów.

Jak to czytać

Liczby są efektowne, ale konstrukcja badania nakazuje ostrożność. Najważniejsze ograniczenia są wbudowane w sam projekt.

To nie jest dowód skuteczności. Badanie jest otwarte (bez zaślepienia), bez grupy kontrolnej i bardzo małe (15 osób). Nie da się oddzielić wpływu psylocybiny od wpływu intensywnej terapii poznawczo-behawioralnej, dużego zaangażowania zespołu i samodoboru wyjątkowo zmotywowanych uczestników, którzy sami zgłosili się na nowatorską terapię psychodelikiem. Próba była też mało zróżnicowana: 14 z 15 osób białych. To sygnał uzasadniający większe, randomizowane badanie, a nie miara realnej skuteczności.

Bez grupy porównawczej nie wiadomo, jak wypadłby sam program CBT z identyczną oprawą, ale bez substancji. Wysoki odsetek rzucenia może w części odzwierciedlać to, że do badania trafili ludzie po wielu nieudanych próbach, gotowi zrobić wszystko, by przestać palić, a dzień rzucenia był celowo ustawiony i obudowany rytuałem. Korelacja głębi przeżycia mistycznego z trwałością efektu jest sugestywna, ale korelacja nie przesądza o przyczynie: możliwe, że osoby, którym i tak szło ku lepszemu, częściej relacjonowały głębokie przeżycia.

Dlaczego to ważne

Mimo wszystkich zastrzeżeń praca odegrała rolę katalizatora. Pokazała, że nowoczesny, bezpieczny protokół z psylocybiną da się przeprowadzić także w uzależnieniach, a nie tylko w depresji czy lęku, i że wynik bywa na tyle duży, by uzasadnić poważniejsze badania. Wpisuje się w szerszy ciąg dowodów na potencjał klasycznych psychodelików w terapii uzależnień, którego mocnym punktem jest metaanaliza Krebs i Johansen (2012), wykazująca, że LSD niemal podwajało skuteczność leczenia alkoholizmu w pierwszej obserwacji.

Pilotaż z Hopkins doczekał się kontynuacji w postaci randomizowanego badania porównującego psylocybinę z nikotynową terapią zastępczą, które ma odpowiedzieć na pytanie, na które ten otwarty eksperyment z założenia odpowiedzieć nie mógł: ile z efektu należy do samej substancji. Pokrewny mechanizm, w którym czynnikiem leczącym jest całość (substancja w przemyślanym przygotowaniu i otoczeniu, a nie sama farmakologia), wraca też w badaniach nad psylocybiną w chorobie nowotworowej.