O jakiej pracy mowa

Zespół Rolanda Griffithsa z Johns Hopkins opublikował w Journal of Psychopharmacology (2016) jedno z najczęściej cytowanych badań nad psylocybiną w opiece nad osobami chorymi na nowotwór. Pytanie było konkretne i trudne: czy pojedyncze, kontrolowane doświadczenie psychodeliczne może zmniejszyć egzystencjalny lęk i depresję u osób mierzących się z zagrażającą życiu chorobą nowotworową. Praca ukazała się w tym samym numerze czasopisma co bliźniacze badanie zespołu z Uniwersytetu Nowojorskiego, co od początku nadało jej rangę wykraczającą poza pojedynczy eksperyment.

Warto dodać kontekst historyczny. Pomysł, by psychodeliki łagodziły lęk u chorych u kresu życia, nie był nowy: badano go już w latach 60. i 70., zanim restrykcje prawne na dekady wstrzymały takie prace. Badanie Griffithsa należy więc do fali, która po ponad trzydziestu latach przerwy przywróciła ten kierunek do akademickiej psychiatrii, tym razem z nowoczesną metodologią, randomizacją i podwójną ślepą próbą.

Najważniejsze liczby: 51 pacjentów onkologicznych z rozpoznaniem lęku lub depresji. Projekt naprzemienny (crossover) z dawką wysoką i niską. Po około 6 miesiącach klinicznie istotną poprawę utrzymywało 78% uczestników w zakresie depresji i 83% w zakresie lęku.

Dlaczego psylocybina w opiece nad chorymi na nowotwór

Lęk i depresja u osób z zaawansowaną chorobą nowotworową mają specyficzny charakter. To nie tylko obniżony nastrój, lecz egzystencjalny niepokój: lęk przed śmiercią, poczucie utraty sensu, demoralizacja, izolacja. Klasyczne leki przeciwlękowe i przeciwdepresyjne działają tu często słabo i powoli, a czasu bywa mało. Stąd pomysł, by zamiast codziennej farmakoterapii wykorzystać jedno, głębokie i odpowiednio przygotowane przeżycie, które mogłoby zmienić stosunek pacjenta do choroby i śmierci.

Ten typ cierpienia bywa nazywany dystresem egzystencjalnym i jest słabo uchwytny dla standardowych narzędzi. Antydepresanty z grupy SSRI potrzebują tygodni, by zadziałać, a u pacjenta z ograniczoną perspektywą życia ten czas jest na wagę złota. Leki przeciwlękowe z grupy benzodiazepin łagodzą objawy doraźnie, ale nie zmieniają sposobu, w jaki człowiek odnosi się do własnej sytuacji. Atrakcyjność modelu psychodelicznego polega na obietnicy czegoś jakościowo innego: nie codziennego tłumienia objawów, lecz pojedynczego doświadczenia, które potrafi przeorganizować nastawienie do choroby.

Jak zaprojektowano badanie

Pokój sesji w Johns Hopkins przygotowany do podania psylocybiny

W badaniu wzięło udział 51 pacjentów z zagrażającą życiu chorobą nowotworową oraz współistniejącym, rozpoznanym klinicznie lękiem lub depresją (rozpoznania obejmowały m.in. duże zaburzenie depresyjne, zaburzenie lękowe uogólnione i zaburzenia adaptacyjne). U około dwóch trzecich choroba miała charakter nawrotowy lub z przerzutami. Średni wiek uczestników wynosił 56 lat.

Zastosowano projekt naprzemienny (crossover): każdy uczestnik przeszedł dwie sesje w losowej kolejności prowadzonej w warunkach ślepej próby, w odstępie około pięciu tygodni. W jednej sesji podawano dawkę wysoką, w drugiej niską, pełniącą rolę aktywnego placebo. Ani uczestnik, ani prowadzący sesję nie wiedzieli z góry, która dawka przypada na którą sesję. Aktywne placebo zamiast obojętnej tabletki zastosowano po to, by uczestnik odczuł jakąkolwiek zmianę także w warunku kontrolnym, co utrudnia odgadnięcie, w której sesji podano pełną dawkę.

Warunek aktywny Warunek kontrolny
Dawka psylocybiny 22 (rzadziej 30) mg / 70 kg 1–3 mg / 70 kg
Charakter warunku Sesja psychodeliczna Aktywne placebo
Narzędzia oceny GRID-HAMD (depresja), HAM-A (lęk), skale samooceny, jakość życia, postawy wobec śmierci (te same)

Same sesje, trwające około sześciu godzin, odbywały się w przytulnym, urządzonym jak salon pomieszczeniu. Uczestnik przez większość czasu leżał z opaską na oczach i w słuchawkach, przez które płynęła ustalona ścieżka muzyczna, a obok czuwała dwójka opiekunów. Tej części towarzyszyła rozbudowana oprawa: kilka godzin przygotowania przed pierwszą sesją, podczas których budowano zaufanie i rozmawiano o tym, co dla pacjenta ważne, oraz spotkania po sesjach, służące omówieniu przeżyć. Ta starannie zaprojektowana oprawa, określana terminami *set* (nastawienie) i *setting* (otoczenie), nie jest dodatkiem kosmetycznym: w psychiatrii psychodelicznej uchodzi za współczynnik wpływający na to, czy przeżycie okaże się terapeutyczne, czy przytłaczające. Ostateczną ocenę przeprowadzano około pół roku po drugiej sesji.

Co dzieje się w mózgu

Psylocybina jest prolekiem: w organizmie przekształca się w psylocynę, która działa głównie jako agonista receptora serotoninowego **5-HT2A**. To ten sam mechanizm, który leży u podstaw działania LSD czy meskaliny, i to z pobudzeniem tego receptora wiąże się charakterystyczna zmiana percepcji oraz nasilenie przeżyć opisywanych jako mistyczne. Pobudzenie 5-HT2A w korze mózgu prowadzi do przejściowej reorganizacji aktywności sieci neuronalnych.

Najczęściej przywoływaną hipotezą jest wpływ na tak zwaną sieć stanu spoczynkowego (default mode network), zespół struktur aktywnych, gdy umysł zajmuje się sobą: rozpamiętywaniem, autonarracją, poczuciem „ja". W depresji i w obsesyjnym lęku ta sieć bywa nadaktywna i sztywna, a myślenie zapętla się wokół tych samych treści. Psylocybina na kilka godzin rozluźnia te utrwalone wzorce, co bywa opisywane jako chwilowe „zresetowanie" sztywnych obwodów. Hipotetycznie właśnie to przejściowe rozluźnienie pozwala pacjentowi spojrzeć na własną sytuację z innej perspektywy, a otwarte w ten sposób okno może zostać utrwalone przez przeżycie i jego późniejsze omówienie.

Co wyszło

Wysoka dawka psylocybiny przyniosła duże i istotne spadki nasilenia depresji i lęku w porównaniu z dawką niską. Efekty były nie tylko statystycznie istotne, ale i wyjątkowo silne: wielkości efektu liczone od stanu wyjściowego do oceny po pół roku sięgały wartości rzadko spotykanych w psychiatrii. Co najważniejsze, poprawa nie była chwilowa. Przy obserwacji po około 6 miesiącach klinicznie istotną odpowiedź utrzymywało 78% uczestników w zakresie depresji i 83% w zakresie lęku, a remisję odpowiednio 65% i 57%.

Poprawie nastroju towarzyszyły zmiany w obszarach, które dla tej grupy pacjentów są szczególnie ważne: wzrosła jakość życia, poczucie sensu istnienia, akceptacja śmierci i optymizm. Ponad 80% uczestników po wysokiej dawce oceniało, że doświadczenie wyraźnie zwiększyło ich poczucie dobrostanu i satysfakcji z życia, a podobne zmiany w ich zachowaniu i postawach dostrzegali także bliscy oraz obserwatorzy z otoczenia.

Doświadczenie mistyczne jako czynnik leczący

Autorzy zwrócili uwagę na zależność, która przewija się przez całą tę dziedzinę badań. Siła i głębia tzw. doświadczenia mistycznego podczas sesji, mierzonego osobnym kwestionariuszem, była znacznie większa po wysokiej dawce i korelowała z trwałością efektu terapeutycznego. Im głębsze przeżycie poczucia jedności, sensu i przekroczenia zwykłego doświadczenia czasu i przestrzeni, tym większa poprawa nastroju oraz akceptacji śmierci. Analiza statystyczna wskazywała, że to właśnie jakość przeżycia, a nie sam fakt przyjęcia substancji, pośredniczyła w części korzystnych zmian.

To jeden z powtarzających się motywów psychiatrii psychodelicznej: liczy się nie tylko farmakologia, lecz charakter wywołanego doświadczenia, a więc także staranne przygotowanie i odpowiednie otoczenie. Zarazem jest to obserwacja kłopotliwa, bo „doświadczenie mistyczne" trudno zmierzyć w sposób w pełni obiektywny, a sama korelacja nie przesądza o przyczynie. Pozostaje pytanie, czy głębsze przeżycie napędza poprawę, czy też osoby, którym i tak idzie ku lepszemu, częściej relacjonują głębokie przeżycia. Mimo to powtarzalność tej zależności w kolejnych badaniach czyni ją jednym z głównych tropów w wyjaśnianiu, dlaczego pojedyncza sesja potrafi działać tak długo.

Bezpieczeństwo

Nie odnotowano poważnych zdarzeń niepożądanych przypisanych psylocybinie. W trakcie wysokiej dawki u części uczestników pojawiał się przejściowy wzrost ciśnienia tętniczego (skurczowe powyżej 160 mm Hg u około jednej trzeciej), ale żaden przypadek nie wymagał interwencji medycznej. Częstsze niż przy niskiej dawce były też przemijające nudności oraz epizody lęku i dyskomfortu psychicznego w czasie sesji, opanowywane dzięki obecności i wsparciu opiekunów. Nie obserwowano przedłużonych psychoz ani zaburzeń percepcji utrzymujących się po sesji. Bezpieczeństwo zależało tu jednak wprost od warunków: starannej kwalifikacji uczestników, kontrolowanego otoczenia i stałej obecności przeszkolonych opiekunów, a tych elementów nie da się przenieść na użycie poza nadzorem.

Jak to czytać

To badanie należy do najmocniejszych argumentów za potencjałem psylocybiny w opiece nad osobami u kresu życia. Trwałość efektu po pojedynczej wysokiej dawce jest uderzająca na tle codziennej farmakoterapii, która wymaga ciągłego przyjmowania leku, a jej odstawienie często wiąże się z nawrotem.

Część efektu może wynikać z oczekiwań i niedoskonałej ślepej próby: różnica między dawką wysoką a 1–3 mg jest dla uczestnika wyraźnie odczuwalna, więc trudno tu mówić o w pełni ślepej próbie. Po pięciu tygodniach uczestnicy przechodzili na drugą dawkę, co ogranicza możliwość czystego porównania grup w dłuższym okresie. Wyniki dotyczą też specyficznej grupy: stosunkowo nielicznej (51 osób), dobrze wykształconej, w większości białej i zmotywowanej, leczonej w starannie kontrolowanych warunkach z pełnym wsparciem psychologicznym.

Do tych zastrzeżeń dochodzi kwestia oczekiwań po obu stronach. Uczestnicy zgłaszali się do badania nad psychodelikiem, więc często byli pozytywnie nastawieni do samej idei, a entuzjazm prowadzących, choć nie do uniknięcia, mógł dodatkowo wzmacniać efekt. Dlatego ostrożna lektura traktuje liczby z tego badania nie jako ostateczną miarę skuteczności, lecz jako mocny sygnał uzasadniający większe i lepiej kontrolowane badania.

Dlaczego to ważne

Praca Griffithsa, obok równoległego badania zespołu z NYU (Ross i wsp., 2016), zmieniła sposób, w jaki świat akademicki patrzy na psylocybinę. Dwa niezależne, dobrze kontrolowane badania, opublikowane w tym samym numerze czasopisma, pokazały zbieżne, trwałe efekty w trudnej populacji. To właśnie ta zgodność, a nie pojedynczy wynik, otworzyła drogę do dalszych, większych badań rejestracyjnych i do późniejszego przyznania psylocybinie statusu terapii przełomowej w kolejnych wskazaniach. Pozostaje przy tym to samo zastrzeżenie co w innych badaniach z tego nurtu: czynnikiem leczącym jest całość, czyli substancja podana w przemyślanym przygotowaniu i otoczeniu, a nie sama psylocybina.