Druga część zbioru kontynuuje wątki z części pierwszej. Od niecierpliwego przedawkowania i więzi międzypokoleniowej, przez sylwestrowy rave i trio, po bad trip w klubie techno. Tu wyraźnie widać, jak bardzo o przebieg decyduje set i setting oraz kilka prostych decyzji podjętych jeszcze przed przyjęciem.

Kryształki MDMA na czarnym tle
Niesprawdzona zawartość tabletki i niecierpliwe dobicie to dwa najczęstsze błędy z trudnych raportów.

Za dużo, za szybko

Tytuł Fun, But Almost Too Fun
Źródło Erowid
Wiek Studentka
Dawka 2 tabletki (druga po 1,5 godziny, z niecierpliwości)
Towarzystwo Bliska przyjaciółka (trzeźwa)
Miejsce Pokój w akademiku
Charakter Mieszany (przerażający szczyt, potem błogość)

Autorka, podpisana jako Heather, traktuje MDMA jako ulubioną substancję, ale bierze je rzadko, bo uważa je za szkodliwe i wie o swojej skłonności do uzależnień. Tej nocy popełnia dwa błędy naraz, które sama potem precyzyjnie wylicza. Kupuje tabletki, nie sprawdzając ich składu, choć krążą pogłoski, że są cięte kokainą, a jedna heroiną. A gdy po półtorej godziny nadal nic nie czuje, z niecierpliwości bierze drugą. Jest w akademiku z bliską przyjaciółką J, która MDMA jeszcze nie zna i obserwuje całość trochę jak eksperyment.

Dziesięć minut po drugiej tabletce uderza silny body buzz. Prysznic jest „niesamowity", w lustrze autorka widzi siebie jako najpiękniejszą dziewczynę na świecie, ciało robi się lekkie. Przez jakiś czas jest cudownie: gadanie, smoczek na szczękościsk, przytulanie z J, wzmocniony dotyk. Potem przychodzi szczyt, który okazuje się przerażający.

W najgorszym momencie szczytu szczęka zaczęła mi tak mocno szczękać, że w końcu się zablokowała. Zgrzytałam zębami na smoczku i kołysałam się w przód i w tył, czekając, aż to minie. Powtarzałam „odejdź", nie do J, tylko do samego narkotyku. Po prostu chciałam, żeby to się skończyło, ale wiedziałam, że to nie nastąpi prędko.

Serce wali tak, że autorka boi się, iż wyskoczy z klatki. Zwija się w kłębek na podłodze, woda smakuje jak papier ścierny, gałki oczne zdają się ściskane. Pojawia się autentyczny lęk przed śmiercią i myśl o rodzicach, którzy byliby zdruzgotani. To moment, w którym obecność drugiej osoby okazuje się decydująca: J, choć sama przestraszona, spokojnie zapewnia, że autorka nie umrze i że wszystko będzie dobrze.

Po przejściu szczytu przychodzą cztery godziny błogości i niezwykłej otwartości. Autorka opisuje je jako moment, w którym się „bardzo otworzyła emocjonalnie" wobec J — była nienormalnie pewna siebie i spokojna, a rozmowa sprawiała jej ogromną przyjemność.

Nie mogłam przestać się uśmiechać i prowadzenie rozmowy było tak przyjemne. Wyrażałam się perfekcyjnie i odkryłam, że jestem niesamowicie elokwentna w mówieniu i doborze słów. Bardzo się otworzyłam emocjonalnie przed J. Byłam nienormalnie pewna siebie i spokojna. To było piękne i to doświadczenie zdecydowanie nas do siebie zbliżyło.

Oryginał nie przytacza konkretnych tematów rozmów, ale sam ton jest wymowny: J przez całą noc pełniła rolę obserwatorki i opiekunki, a autorka — w najgorszym momencie skulona na podłodze, powtarzająca „odejdź" — po przejściu kryzysu otworzyła się przed nią w sposób, do którego trzeźwość by jej nie doprowadziła. Kiedy o świcie J zasypia, autorka wychodzi sama na dach parkingu przy akademiku, pali pięć papierosów z rzędu i patrzy na budzące się miasto.

Wyszłam na zewnątrz i stanęłam na dachu parkingu przy moim akademiku. Nie było nikogo innego na zewnątrz, a ludzie dopiero zaczynali wstawać i jechać do pracy. Obserwowałam przejeżdżające samochody na ulicach poniżej i wypaliłam pięć papierosów jeden za drugim. Czułam się w bardzo radosnym, euforycznym nastroju. Słońce w końcu wzeszło i ogrzało całe moje ciało. Było lekko zimno na zewnątrz, ale słońce otuliło mnie ciepłym kocem i nie mogłam zetrzeć uśmiechu z twarzy.

Nazajutrz autorka mierzy się z typowym dla niej po MDMA kilkudniowym pogorszeniem nastroju. Najcenniejsza jest jednak lista, którą zostawia na końcu, bo zbiera w jednym miejscu wszystkie wnioski z błędów.

Nie powinnam była się niecierpliwić i brać za dużo. Nawet jeśli wydaje mi się, że to nie zadziała, powinnam odczekać przynajmniej dwie godziny, zanim zwiększę dawkę. Wzięcie zbyt dużej ilości to naprawdę kiepski sposób na śmierć. (...) Powinnam testować swoje tabletki. W dzisiejszych czasach ludzie tną je wszelkim świństwem (kokainą, heroiną, PCP). Nigdy nie mam stuprocentowej pewności, co jest w pigułkach, dopóki ich nie przebadam.

Ta relacja dobrze pokazuje, jak jedna sesja potrafi zmieścić w sobie skrajnie różne stany, i jak wiele zależy od kilku prostych decyzji podjętych jeszcze przed przyjęciem.

Chrzestny i córka chrzestna

Tytuł Inter Generational Ecstasy
Źródło Erowid
Wiek 50 lat (autor) i niespełna 18 (córka chrzestna)
Dawka MDMA (czysty kryształ)
Towarzystwo We dwoje
Miejsce Ustronna zatoczka na plaży
Charakter Pozytywny (więziotwórczy), z ważnym zastrzeżeniem
Ustronna zatoczka morska o świcie z kałużami w skałach
Plaża wybrana jako celowy, intymny setting dla rozmowy o stracie.

Pięćdziesięcioletni autor, podpisany jako redleb, nie ma własnych dzieci. Na lato przyjeżdża do niego nastoletnia córka chrzestna, której relacja z matką całkowicie się rozpadła, a której ojciec — zmarły wiele lat wcześniej — był najlepszym przyjacielem autora. Ledwo się znają. Dziewczyna zmaga się z brakiem pewności siebie, niskim poczuciem własnej wartości, nerwicami i głęboką nieufnością wobec bliskich relacji, które dotąd przynosiły jej głównie cierpienie.

Autor podaje MDMA osobie niespełna osiemnastoletniej i wprost zachęca rodziców, by robili podobnie. To nie jest neutralna rama. Wprowadzanie młodej, niedojrzałej psychicznie osoby w substancję psychoaktywną niesie realne ryzyko, a entuzjastyczne rady autora nie są tu rekomendacją. Poniższy opis dotyczy tego, co relacja mówi o więzi i przepracowaniu, a nie aprobaty dla samej decyzji.

Sesja odbywa się rano, na ustronnej, pięknej plaży, którą autor wybiera celowo. Biorą MDMA i przez kilka godzin rozmawiają o tym, dlaczego dziewczyna źle o sobie myśli, o jej ojcu, o relacjach i o życiu, a w przerwach bawią się w piasku i oglądają życie w skalnych sadzawkach. Autor świadomie pełni rolę przewodnika, nakłaniając ją do wypowiadania afirmujących rzeczy o sobie. W pewnym momencie pyta, jaką jedną radę dałby jej umierający ojciec, i odpowiada za niego: żeby miała plan, bo jego własne życie było serią przypadków, a chaos doprowadził do jego śmierci.

Najważniejsze ze wszystkiego, że nawiązaliśmy taki rodzaj kochającej relacji, której rozwinięcie mogłoby zająć lata, gdyby nie otwartość i trafiająca prosto do serca bezpośredniość MDMA. (...) Wyszedłem z tamtego poranka z poczuciem, które wciąż mi zostało, głębokiej emocjonalnej więzi z kimś, z kim nie uprawiam seksu. Rodzice by to zrozumieli.

Efekty wykraczają poza jedno popołudnie. Na kolejnym wspólnym tripie dziewczyna pokonuje silny lęk przed pająkami, a pod koniec lata wraca do matki i idzie na studia. Najmocniej zostają z autorem jej słowa o ojcu, wypowiedziane przed wyjazdem.

Ludzie ciągle powtarzają, że mój ojciec był do niczego, że nic mi nie zostawił, ale zostawił mi ciebie, a to ważniejsze niż cokolwiek innego, co mógłby mi zostawić.

Relacja jest ciepła i pokazuje empatogenny rdzeń MDMA oraz wagę spokojnego, zaufanego otoczenia. Wartość więzi i przepracowania jest tu realna, ale nie unieważnia zastrzeżenia z ramki: to, że doświadczenie wyszło dobrze, nie czyni z podawania substancji bardzo młodej osobie wzorca do naśladowania.

Pierwszy klub, sylwestrowa noc

Tytuł The Rave Rolling Was Definitely Positive
Źródło Erowid
Wiek 32 lata
Dawka pół tabletki + cztery „bumpy" kryształu
Towarzystwo Chłopak i grupa znajomych
Miejsce Klub (rave psytrance)
Charakter Pozytywny (spokojny, bardzo dobry afterglow)
Tłum z uniesionymi rękami na imprezie tanecznej w świetle reflektorów
Klub i muzyka taneczna to częsty, ale nie jedyny kontekst MDMA.

Soma91 ma trzydzieści dwa lata, pracuje w laboratorium i Sylwestra spędza z chłopakiem oraz znajomymi, w tym parą gości z Europy. Po kolacji z niewielką ilością alkoholu i jednym jointem cała grupa jedzie nad ranem na imprezę z muzyką psytrance. Reszta grupy rozdziela wcześniej kryształ MDMA do małych probówek, a autorka bierze pół tabletki w kształcie języka Stonesów, w metalicznym pomarańczu. To jej pierwszy raz z MDMA w tabletce, wcześniej brała tylko kryształ, więc w „publicznym" otoczeniu, wśród obcych, świadomie wybiera ostrożność.

Wejście jest nietypowe. Przez ponad dwie godziny nie czuje prawie nic poza pobudzeniem, podczas gdy reszta grupy zdążyła się już dobić. Gdy w końcu chce dorzucić, efekt przychodzi sam, naraz i z całą siłą.

Akurat gdy mam zamiar dorzucić, czuję, że wchodzi pełną siłą, naraz. Natychmiast postanawiam nie maczać palca w probówce. Przeszłam od niczego do wszystkiego w mniej niż minutę: to najbardziej stromy come-up, jaki kiedykolwiek przeżyłam, mimo że wcześniejsze opóźnienie było pewnie najdłuższym. Ciało stało się nieważkie i zaburzyło to moje czucie równowagi, więc przez kilka minut kręciło mi się w głowie.

Taniec przypomina unoszenie się, pojawiają się fale gorąca i potu. Zamiast dorzucać, autorka cieszy się, że tego nie zrobiła, bo czuje się „idealnie naćpana". Reszta wieczoru to taniec, przytulanie w kręgu, lód i zimne butelki toczone po ciałach, lizaki i guma zamiast zgrzytania zębami, bransoletki z glowsticków. Obcy ludzie są życzliwi: ktoś bez słowa przesuwa jej zimną butelkę po plecach, ktoś inny wachluje. Przyjaciółka mówi „kocham cię i podziwiam", autorka odpowiada tym samym.

Cała relacja jest wzorcowa pod względem redukcji szkód, choć autorka nigdzie nie robi z tego wykładu. Grupa pilnuje nawodnienia zimną wodą, ma gryzaki dentystyczne na szczękościsk i zasadę jednego skręta na osobę na zejściu. Po wyjściu z klubu o siódmej rano, w pełnym słońcu (na półkuli południowej Sylwester wypada w środku lata), doznanie schodzi spokojnie u znajomych.

Z obcymi ludźmi wokół też tworzy się nić życzliwości, którą autorka opisuje krótko, ale dobitnie.

Wszyscy byli niesamowicie mili. (...) Jakiś facet, którego nie znałam, przetoczył mi po plecach zimną butelkę wody, nic przy tym nie mówiąc, i poczułam się cudownie.

Najwięcej miejsca autorka poświęca jednak temu, co przychodzi później.

Czułam silny afterglow, który uwielbiałam. Osobiście uważam go za najpiękniejszą część tripu: nadal naćpana, ale już na ziemi, z jasną głową, ciesząca się drobiazgami codzienności, jakby były świętymi obrzędami odkrywanymi na nowo. Nigdy nie doświadczyłam tego osławionego złego zejścia, tak często opisywanego przy MDMA.

Łagodny stan utrzymuje się przez cały tydzień. Znika ból brzucha, z którym borykała się od dnia przed imprezą, sen jest najlepszy od roku, energii starcza na osiemdziesiąt kilometrów na rowerze i trzy wizyty na siłowni. Wieczorem pierwszego dnia, po długim masażu, dzień kończy się spokojnym, przyjemnym seksem z chłopakiem. Co istotne, nie pojawia się osławiony ciężki zjazd, tak często wiązany z MDMA. To dobry przykład, jak niska dawka, dobre nawodnienie i zaufane towarzystwo dają łagodny przebieg i długi, przyjemny ogon zamiast typowego pogorszenia nastroju.

Trzy osoby i otwarte serce

Tytuł Newly Connected, Newly Erotic
Źródło Erowid
Wiek Pierwszy raz w wieku 24 lat
Dawka tabletki (ok. 105 mg, kilka przez noc)
Towarzystwo Dziewczyna i bliski przyjaciel
Miejsce Wspólne mieszkanie (loft)
Charakter Pozytywny (erotyczny i przełomowy)
Trzy osoby w czułym uścisku na tle nocnego miasta — mężczyzna i dwie kobiety blisko siebie w różowo-fioletowym świetle
Relacja opisuje przełom psychologiczny i bliskość fizyczną splecioną w jedno doświadczenie.

Autor, podpisany jako box, opisuje doświadczenie, w którym seks z udziałem trzech osób splata się z głębokim przełomem psychologicznym. Pisze jako osoba bardzo umiarkowana, po kilku doświadczeniach w ciągu trzech lat, i wraca pamięcią do pierwszego razu, który zmienił jego życie. Wtedy, w wieku dwudziestu czterech lat, był w lofcie z dziewczyną (Betty) i bliskim wspólnym przyjacielem (Will). Sam siebie sprzed MDMA opisuje jako aspołeczną „skorupę człowieka", zdolną do bliskości tylko po alkoholu. Trzeba zaznaczyć, że zarówno on, jak i Betty mieli za sobą ciężkie doświadczenia przemocy, co kładzie się cieniem na całą scenę i co autor traktuje z powagą.

Przebieg zaczyna się trudno. Gdy Will pierwszy się otwiera, autora ogarnia narastający lęk i niemal panika. Idzie do łazienki, patrzy w lustro i zamiast „brutalnej, brzydkiej" twarzy widzi siebie sprzed lat, z oczami dziecięcej ciekawości. Załamuje się i płacze, a w tym momencie rozpoznaje wspólny korzeń swojego gniewu, apatii i izolacji.

Zwykle to, co widziałem w lustrze, to zahartowana, brutalna, brzydka osoba. (...) Ale w tej właśnie chwili, gdy MDMA zdzierało i tymczasowo usuwało moje ego, mogłem zobaczyć coś bliższego prawdy o mnie samym. Zobaczyłem swoją twarz taką, jaką była, gdy miałem dziesięć lat, oczy pełne zdumienia i ciekawości. To wtedy, patrząc na tę twarz, na tę niewinność, zrozumiałem wspólny korzeń gniewu, apatii, smutku i izolacji. Strach.

Dopiero po tym przełomie wraca do łóżka i zbliża się do Betty. Część erotyczna rozgrywa się we trójkę i, co istotne, w jasno wyznaczonych granicach: Betty określa, gdzie ręce przyjaciela mogą wędrować, a gdzie nie. Autor opisuje, że zamiast zazdrości czuł chęć dzielenia się pięknem ukochanej osoby, którą dzięki MDMA tak naprawdę po raz pierwszy potrafił docenić. Później Will idzie spać osobno, a autor i Betty kochają się dalej, połączeni głębiej niż kiedykolwiek.

Oto jak to wyglądało w praktyce – bardzo bezpośrednio:

Te tabletki, jak później zrozumiałem, były wyjątkowo dotykowe. Przesuwałem dłonie po ciele Betty, dotykając wszystkich jej części po raz pierwszy z tą nową skórą i tym nowym umysłem. We trójkę zdjęliśmy koszulki. Will i ja leżeliśmy po dwóch stronach Betty i delikatnie głaskaliśmy jej brzuch, uda i piersi. Byłem podniecony, ale zamiast egoistycznej zazdrości chciałem podzielić się moją piękną dziewczyną z przyjacielem. Nie chciałem, żeby się z nią kochał, ale chciałem, żeby mógł dotykać i podziwiać jej ciało. Zapytałem ją, na co się czuje komfortowo, a ona wyznaczyła granice – gdzie Will może wkładać ręce, a gdzie nie. Całowaliśmy się, a moje dłonie wędrowały coraz niżej, aż trafiłem na jej nabrzmiałą, gorącą cipkę. Była mokra i miękka. Powiedziała, że przez MDMA raczej nie dojdzie, ale i tak masowałem jej wzgórek łonowy i wargi sromowe, bo sprawiało jej to przyjemność. W końcu wsunąłem palec do środka i poruszałem nim w „chodź tu", masując jej punkt G, a drugą ręką pocierałem łechtaczkę. Nagle jej ciche pojękiwania przeszły w drżący, gwałtowny orgazm. Will ssał jej sutek, a ja czułem, że chcę dawać jej wszystko – chciałem pieścić ją w nieskończoność i pokazać, jaka jest niesamowita.

Betty leżała między nimi naga od pasa w górę. Światło z ulicy padało na jej nagie piersi i brzuch. Will po lewej stronie ściskał i masował jej piersi, delikatnie szczypiąc sutki, a autor po prawej stronie powoli przesuwał dłoń w dół. Gdy jego dłoń powędrowała niżej, poczuł, że Betty jest już bardzo podniecona. Zaczął ją pieścić powoli i uważnie, wsłuchując się w jej reakcje.

Betty reagowała całym ciałem. Will i autor pieścili ją wspólnie, każdy po swojej stronie, aż w końcu doszła – mocno i bez zahamowań.

Autor nie czuł zazdrości. Czuł coś przeciwnego – silną, niemal euforyczną potrzebę dzielenia się nią. Chciał, żeby Will też mógł dotykać i podziwiać jej ciało.

Will poszedł spać osobno.

Wszedłem w nią bez żadnego oporu i poczułem się z nią połączony głębiej niż kiedykolwiek wcześniej. Kochałem się z nią może godzinę, aż doszedłem – słabo, ale satysfakcjonująco. Chciałem zasnąć w tej pozycji, wciąż w środku niej, ale sen nie nadchodził przez wiele godzin.

To, co opisuje w cytacie powyżej, trwało blisko godzinę — czuły, spokojny seks, który autor wspomina jako najgłębsze połączenie z Betty, jakie kiedykolwiek przeżył.

Autor podkreśla przy tym, że substancja niczego nie włożyła mu do głowy.

Nie ma wątpliwości w moim trzeźwym, jasnym umyśle, że to objawienie było prawdziwe. MDMA nie wkładało żadnych myśli do mojej głowy. Nie zmieniało mojego postrzegania rzeczywistości, jedynie tymczasowo usunęło przeszkody w postaci moich własnych lęków i wątpliwości.

Najcenniejsza jest trzeźwa puenta tej relacji, daleka od entuzjastycznej propagandy.

MDMA nie jest cudownym lekiem na wszystko, nie jest mistyczną bramą do natychmiastowej nowej samoświadomości, ale zdecydowanie otwiera oczy.

Autor zauważa też, że to działanie pozwoliło mu spojrzeć na przeszłość bez zniekształcającego filtru gniewu i lęku. To czyni z tej relacji coś więcej niż opis grupowego seksu: pokazuje, jak empatogenne działanie MDMA potrafi otworzyć naraz bliskość fizyczną i trudną pracę nad sobą, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Bezbronność w klubie

Tytuł Paniczne poczucie bezbronności — moje pierwsze MDMA
Źródło neurogroove.info
Wiek 19 lat
Dawka 100 mg kryształu + 100 mg dobicia
Towarzystwo Najlepszy przyjaciel
Miejsce Klub (impreza techno)
Charakter Negatywny (bad trip, długie następstwa lękowe)

Autor, podpisany jako Groszek, opisuje swoje pierwsze MDMA jako doświadczenie, które przez półtora miesiąca nie pozwala mu o sobie zapomnieć. Idzie na kameralną środową imprezę techno z najlepszym przyjacielem, którego nazywa K, prosto po trzynastu godzinach pracy na nogach. Już na starcie pojawiają się czynniki ryzyka: zmęczenie i pusty żołądek. Do tego dochodzi kluczowy błąd: po wzięciu stu miligramów kryształu, gdy K już wszedł, a on sam nie czuje nic, dobija się drugą porcją w klubowej toalecie, zanim pierwsza zdążyła zadziałać.

Najmilszy moment wieczoru to chwila we dwóch przed klubem, rozmowa o tym, że wszystko jest piękne, o dziewczynie autora i o marzeniach K. Potem podchodzi grupka znajomych K i zaczyna się bad trip. Autor, z natury nieśmiały i spięty wobec obcych, zamiera, ledwo wyjąkuje swoje imię, czuje się gorszy od wszystkich. Twarze ludzi zaczynają zmieniać kształty, narasta przekonanie, że wszyscy go obserwują i mają go za nieciekawego. Na parkiecie panika sięga szczytu, każde uderzenie basu wywołuje drżenie, a na ścianie pojawiają się ruszające się robaki.

Stanąłem na parkiecie obok K. Panika osiągnęła poziom, na którym z zamkniętymi oczami powtarzałem „nic mi się nie dzieje, muszę się uspokoić". Zacząłem się cały trząść. (...) Poczułem w tym momencie, że to mój koniec. Każda osoba z obsługi lokalu patrzyła na mnie z pogardą. (...) Stoczyłem się, jestem tu bezbronny. Jestem tu na samym dnie łańcucha.

Jedyną stałą i przyjazną rzeczą pozostaje twarz przyjaciela. To K wyciąga go z klubu, gdy autor szepcze „zabierz mnie stąd, błagam cię, zaraz zemdleję". Wątek przyjaźni jest tu paradoksalnie najsilniejszym jasnym punktem mrocznej relacji, co autor podkreśla wprost na końcu.

W tym miejscu chciałbym podziękować K. Jak to kiedyś będziesz czytać, wiedz, że jesteś wspaniałą osobą i bez ciebie ten wieczór mógłby się dla mnie skończyć tragedią.

Następstwa są poważne i długie. Przez kolejne tygodnie wracają ataki paniki, autor traci pewność siebie, zwykłe czynności znów go stresują, a każdy skręt przywołuje tamten wieczór.

Relacja kończy się jednak dwoma ważnymi akcentami. Pod postem inni użytkownicy rozkładają jego błędy na czynniki: dobicie „bo nie wchodzi" zamiast odczekania, nieznana i nietestowana zawartość, dorzucanie w hałaśliwym, publicznym miejscu. A w późniejszym komentarzu sam autor pisze, że posłuchał rady, zrobił dłuższą przerwę i kilka miesięcy później wziął MDMA jeszcze raz, tym razem ze spokojem, zamykając ten trudny okres. Pokazuje to, że nawet ciężki bad trip nie musi być końcem historii, jeśli wyciągnie się z niego wnioski.

Co dalej

Ostatnie relacje — hotelowa noc małżeństwa, sesja terapeutyczna po stracie, mieszany trip z LSD i ketaminą oraz najtrudniejsza historia całego zbioru — znajdują się w części trzeciej.

Podstawy farmakologii, dawkowania, neurotoksyczności i bezpieczeństwa opisuje artykuł o podstawach MDMA. O tym, jak sprawdzić skład tabletki czy kryształu, mówi tekst o testowaniu substancji, a o roli nastawienia i otoczenia — artykuł o set i setting. Kliniczne zastosowanie substancji omawia badanie fazy 3 nad MDMA w PTSD.