Kontekst

Otwarty numer Playboya z wywiadem z Timothym Learym na drewnianym stoliku, w świetle lampy

Wywiad ukazał się we wrześniowym numerze magazynu Playboy z 1966 roku, kilka tygodni przed delegalizacją LSD w Kalifornii. Były profesor Harvardu, w tamtym czasie najbardziej rozpoznawalna twarz amerykańskiej kontrkultury psychodelicznej, przyjął redaktorów w swojej rezydencji w Millbrook w stanie Nowym Jorku. Był to jeden z pierwszych obszernych, przychylnych psychodelikom wywiadów w wysokonakładowej prasie amerykańskiej i przez kolejne dekady stanowił punkt odniesienia dla publicznego obrazu Leary'ego.

Rozmowa objęła szeroki zakres tematów: seks, mistykę, kreatywność, pokolenie, statystyki ryzyka i prawo. Najgłośniejszym echem odbił się jednak jeden wątek: teza o LSD jako najsilniejszym afrodyzjaku, jaki odkrył człowiek. To te fragmenty najmocniej utrwaliły wizerunek rozmówcy i bywają wskazywane jako jeden z elementów, które uczyniły z niego symboliczny cel kampanii antynarkotykowej. Dwa lata później wywiad trafił do zbioru The Politics of Ecstasy (1968), co nadało mu rangę programowego tekstu.

LSD a seks

Teza jest postawiona bez asekuracji, już w pierwszej wymianie zdań na ten temat:

PLAYBOY: Czy LSD jest afrodyzjakiem?

LEARY: Bez wątpienia, LSD to najsilniejszy afrodyzjak, jaki kiedykolwiek odkrył człowiek.

Najczęściej cytowany fragment dotyczy kobiecego orgazmu. Na pytanie o orgazmy wielokrotne Leary podaje liczbę, która sama stała się znakiem rozpoznawczym wywiadu:

PLAYBOY: Słyszeliśmy, że niektóre kobiety mające zazwyczaj trudności z osiągnięciem orgazmu, będąc pod wpływem LSD, odkrywają w sobie zdolność do przeżywania orgazmów wielokrotnych. Czy to prawda?

LEARY: Podczas troskliwie przygotowanej, miłosnej sesji LSD kobieta może mieć kilkaset orgazmów. [...] Silne seksualne działanie LSD jest tajemnicą publiczną, o której nikt z nas nie mówił w ostatnich latach. W kontekście społecznym wystarczająco niebezpiecznie jest mówić o tym, że LSD pomaga odnaleźć boskość oraz że pomaga w odkrywaniu samego siebie.

Mechanizm, jaki Leary podsuwa, nie jest fizjologiczny, lecz percepcyjny. LSD nie tyle „włącza" popęd, ile ma zwielokrotniać wrażliwość zmysłów, a większość seksualnych fragmentów wywiadu to w istocie opis synestezji. Leary twierdzi, że pod LSD zmysły zachodzą na siebie: dźwięk się widzi, muzykę czuje się ciałem, a poszczególne narządy „pulsują" w jej rytmie. Erotyczny ładunek tych opisów najwyraźniej wybrzmiewa przy zmyśle węchu. Powietrze staje się dla niego „symfonią zapachów" płynących od drugiej osoby (szampon, woda kolońska, pot, zapach pożądania), a pojedyncze nuty nazywa „granatami erotyzmu" eksplodującymi w komórkach węchowych. Dotychczasowe życie erotyczne odbiorcy kwituje obrazem obliczonym na szok: zwykłe kochanie się przypomina według niego kochanie się z manekinem ze sklepowej witryny.

Zastrzeżenia, które Leary robił sam

Wbrew nagłówkowemu hasłu o afrodyzjaku, sam Leary kilkakrotnie tonował obietnicę. Podkreślał, że LSD nie jest automatycznym włącznikiem seksualnego przebudzenia, a przy pierwszych przyjęciach człowiek bywa zbyt przytłoczony, by w ogóle myśleć o seksie:

LEARY: LSD nie jest bynajmniej automatycznym włącznikiem seksualnego przebudzenia. Gdy bierzesz je pierwszych 10 razy, możesz być niezdolny do seksualnych doświadczeń, ponieważ jesteś przytłoczony i zachwycony. Od początków naszych badań byłem świadomy tej wstrząsającej mocy LSD. Trzeba zwracać wielką uwagę na to, by brać LSD wyłącznie z kimś, kogo dobrze się zna.

Odrzucał też użycie LSD jako narzędzia uwodzenia. W jego ujęciu substancja zdziera maski, zamiast je zakładać:

LEARY: Jeżeli zechcesz zastosować LSD jako pomoc w uwodzeniu, znajdziesz się w bardzo kłopotliwej sytuacji, ponieważ to po prostu nie zadziała. Pod wpływem LSD jej oczy przejrzą cię na wylot. Biorąc z kimś LSD, dobrowolnie odrzucasz cały swój system obronny i całkowicie otwierasz się w sposób niezwykle podatny na zranienia.

Te same akapity, które sprzedają wizję „kilkuset orgazmów", zawierają więc jej ograniczenie: efekt ma być całkowicie zależny od zaufania, otoczenia i nastawienia.

Sprzedaż wizji wobec braku danych

Liczba „kilkuset orgazmów" nie pochodzi z pomiaru ani obserwacji klinicznej. To figura retoryczna, nie wynik. Leary nie przedstawia danych, opisów przypadków ani metody. Podaje obraz, który ma działać na wyobraźnię czytelnika Playboya, a użyte słownictwo (symfonia, granaty, manekin) należy do rejestru reklamy doznania, nie sprawozdania.

Współczesna wiedza nie potwierdza tezy o LSD jako afrodyzjaku. Subiektywne efekty seksualne psychodelików silnie zależą od nastawienia i oczekiwań (set i setting), a w ostrej fazie klasyczne psychodeliki częściej utrudniają pobudzenie i sprawność, niż je nasilają. Sama sugestia, że substancja jest „najsilniejszym afrodyzjakiem", potrafi wytworzyć oczekiwanie, które odbiorca bierze potem za działanie farmakologiczne.

Pomaga to oddzielić deklarację Leary'ego od późniejszego, ostrożniejszego języka. Ann i Sasha Shulginowie opisywali MDMA jako „love drug, nie sex drug", czyli środek sprzyjający bliskości, a nie sprawności (wywiad Shulginów o seksie i substancjach). Leary z 1966 roku robi coś przeciwnego: obiecuje wymierne, spektakularne wzmożenie samego aktu.

Mistyka i religia

Poza wątkiem seksualnym Leary konsekwentnie ujmuje LSD w kategoriach religijnych, nie rekreacyjnych. To dla niego narzędzie zmiany świadomości o rodowodzie duchowym:

PLAYBOY: W jakim sensie doświadczenie LSD jest religijne?

LEARY: LSD jest jogą Zachodu. Celem wszystkich religii Wschodu jest w gruncie rzeczy to samo: wzniesienie się ponad codzienną świadomość.

Set, setting i przewodnik

Tam, gdzie redakcja pyta o ryzyko trudnego przebiegu, Leary odsyła nie do farmakologii, lecz do warunków sesji: obecności przewodnika i bezpiecznego miejsca.

LEARY: Wszystkie te epizody [paranoiczne stany lękowe] można bez trudu opanować w obecności doświadczonego przewodnika, który rozumie, w którym miejscu utknął ktoś przyjmujący LSD.

LEARY: Niebezpiecznie jest wybierać się w taką podróż, jeśli nie masz wewnętrznego zaufania ani zewnętrznego miejsca, do którego mógłbyś po niej wrócić.

Kreatywność

W kwestii twórczości Leary jest ostrożniejszy, niż sugeruje jego reputacja: przypisuje psychodelikom wzmacnianie zmysłów, a nie samo dostarczanie pomysłów. Charakterystyczny jest też jego argument metodologiczny: by wiedzę o działaniu LSD czerpać z relacji użytkowników, nie z komunikatów urzędowych.

LEARY: Środki psychodeliczne jedynie wzmacniają zmysły i podsuwają nowe wzorce kompozycyjne.

LEARY: Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy LSD i marihuana pomogły ludziom kreatywnym, nie pytaj psychiatry ani urzędnika państwowego. Znajdź artystę i jego zapytaj. Jeśli chcesz wiedzieć, co LSD robi i czy jest dobre, czy złe, nie słuchaj policjanta ani mesjanistycznych fanatyków pokroju Timothy'ego Leary'ego. Znajdź znajomego, który brał LSD, i porozmawiaj z nim. Potem dopytaj kolejnych. Opinię opartą na takiej serii rozmów oprzesz na większej liczbie twardych danych, niż dysponują urzędnicy zdrowia publicznego i policjanci wygłaszający codzienne ostrzeżenia w prasie.

Pokolenie i społeczeństwo

LEARY: Obecne pokolenie poniżej dwudziestego piątego roku życia jest najmądrzejszym i najświętszym pokoleniem, jakie kiedykolwiek widział rodzaj ludzki.

LEARY: Każdy historyczny postęp był dziełem wizjonerów, którzy ogłosili niezależność od panującej gry.

Ryzyko, statystyki i prawo

Pytany o straszące doniesienia prasowe, Leary przeciwstawia im własne liczby. Podaje je z tą samą pewnością co tezę o afrodyzjaku, lecz tym razem opiera się na skali swojej działalności w Millbrook:

PLAYBOY: Czy choć część straszących doniesień ma pokrycie w faktach?

LEARY: Spośród ponad trzech tysięcy osób, którym osobiście towarzyszyłem przy przyjmowaniu LSD, mieliśmy zaledwie cztery przypadki przewlekłej psychozy.

LEARY: Tak jak dla izotopów promieniotwórczych trzeba było wypracować nowe przepisy, tak samo coś analogicznego powstanie dla LSD.

Dlaczego ten wywiad zaważył

Eskalacja obietnic miała swoją cenę. Badacze spuścizny Leary'ego (m.in. James Penner) wskazują, że to właśnie popularne, „sprzedażowe" wystąpienia z 1966 roku utrwaliły jego wizerunek showmana kosztem dorobku naukowego. Fragmenty o seksualnej mocy LSD bywają zarazem wiązane z zaostrzeniem kursu władz wobec niego. Wywiad ukazał się tuż przed kalifornijskim zakazem LSD z października 1966 roku, a przedruk w The Politics of Ecstasy (1968) wpisał te tezy w kanon jego pism. Tekst najlepiej czytać jako zapis momentu, w którym język kontrkultury wyprzedzał dane. Hasła z epoki zestawia się dziś z tym, co dają kontrolowane badania.

Oryginalny wywiad (PDF)